Czy zwycięstwo Trumpa jest dobre dla Polski?

PAP/EPA/SHAWN THEW
Administracja demokratów, podobnie jak wcześniej republikanów, prowadziła ostrą i konfrontacyjną politykę na Bliskim Wschodzie oraz w stosunkach z Rosją. Zwycięstwo Donalda Trumpa nie zwiastuje wcale przełomu w tej dziedzinie.




Kampania wyborcza w Stanach Zjednoczonych wyciągnęła na światło dzienne nieczystą grę amerykańskiej polityki zagranicznej. Hilary Clinton dość swobodnie traktował sprawy dyplomatyczne, używając do państwowej korespondencji prywatnego konta e-mail. Przy okazji wyszło na jaw, że administracja Białego Domu niezbyt rozważnie rozegrała inspirowane przezeń zmiany w krajach arabskich i przyczyniła się bezpośrednio do powstania Państwa Islamskiego.

 

Z drugiej strony zaś znalazł się jowialny kandydat republikanów, którego wypowiedzi próbowano obrócić na jego niekorzyść. Przede wszystkim w zakresie postulowanego izolacjonizmu Ameryki na arenie międzynarodowej. Miałoby to wielorakie konsekwencje. Przede wszystkim oznaczałoby to wycofanie się USA z roli światowego hegemona. Trudno sobie to wyobrazić. Stany Zjednoczone osiągają szereg wymiernych korzyści dzięki swoistemu monopolowi na arenie międzynarodowej. To miliardy dolarów rocznie, z których Ameryka nie zrezygnuje.

 

Ponadto zarzucano Trumpowi, że jest politycznym amatorem. Wypuklano jego krytykę NATO oraz fakt, że nie deklarował jednoznacznie, że w razie prób zawłaszczenia Krajów Bałtyckich przez Rosję, Ameryka pospieszy Europie z pomocą. Przeciwnie - sugerował, zresztą całkiem słusznie, że Europejczycy powinni w końcu sami zacząć dbać o swoje bezpieczeństwo, co nie jest domeną amerykańskiego podatnika.

 

Czy to oznacza zmianę politycznego kursu Ameryki? Bynajmniej. Stany Zjednoczone z dnia na dzień nie porzucą swojej wiodącej roli na arenie międzynarodowej. Nie zbratają się nagle z Kremlem, ani nie porzucą swoich dotychczasowych sojuszników. Już pierwsze przecieki z otoczenia nowego prezydenta pozwalają mniemać, że otoczy się on ludźmi o bardziej trzeźwym spojrzeniu na świat, niż miało to miejsce za poprzednich kadencji. Tak więc nie ma powodów do paniki.

 

Zmienia się polityczna mapa świata. Hippisowsko-burżuazyjna lewica, która jest odpowiedzialna za światową rewolucję obyczajową powoli odchodzi do lamusa. Czas pokaże, czy zastąpi ją kasta indywidualistycznych hedonistów, jak chcieliby krytycy zmian, czy Donald Trump będzie lepszym partnerem dla konserwatystów w całej Europie.



Autor: Tomasz Teluk

Źródło: Mały Dziennik

12:04 9 listopada 2016







Video
Opinie
Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie