Czy możemy być pewni naszej niepodległości?

PAP/Tomasz Gzell
Święto Niepodległości od kilku już lat jest czasem, gdy na ulicy ścierają się różne wizje Polski, różne jej tradycje poszukujące swojej formy na miarę drugiej już dekady XXI wieku i trzeciej dekady po upadku komunizmu. Zżymamy się nieraz na to co dzieje się podczas Marszu Niepodległości. Jedni bardziej zżymali się na przemarsz organizowany przez Ruch Narodowy, inni na kontrakcje - nieraz prowokacyjne - Antify. Zżymamy się owszem i nie jest to złe, ponieważ za normalną sprawę trzeba uznać wyrażanie własnych opinii politycznych. Nie jest nawet tak złe, że mają wtedy miejsce tzw. zajścia. Donald Trump po pierwszym odruchu, w którym potępił zamieszki przeciwko wyborowi swojej osoby na prezydenta USA, można powiedzieć, że poprawił się i uznał te zajścia za wyraz troski obywateli o sprawy swojego kraju. Coś w tym jest - demonstrowanie jest częścią życia republikańskiego, dobrze o tym pamiętać kiedy potępia się Marsz Niepodległości a samemu idzie się wykrzykiwać wulgarne i obraźliwe hasła na “czarnym marszu” - lub odwrotnie.




Prawdę powiedziawszy, to że możemy prowadzić te symboliczne spory świadczy tylko o względnie stabilnej sytuacji politycznej w jakiej znajduje się nasz kraj. Nie znaczy to, że są one tylko rozrywką znudzonych demokracją obywateli, raczej reprezentują kryzys w jakim znajduje się świadomość Polaków o własnej tożsamości. Jednocząca siła chrześcijaństwa, które naszemu narodowi nadaje nie tylko specyfikę, ale i własny sposób oglądu świata oraz drogę do tego, co określilibyśmy mianem sprawiedliwych rządów rozpada się na partykularne ideologie. Każda z nich uważa, że w pewien sposób reprezentuje to chrześcijaństwo, ale faktycznie tylko się nim posługuje by wyminąć odpowiedzialność przed Bogiem i Kościołem za powołanie i wolność Polski. Każdy partykularyzm chce przede wszystkim całej władzy i przewagi nad krajowym “wewnętrznym wrogiem” innego partykularyzmu. Szkoda, że tak niewiele poważnie dyskutuje się o polskim powołaniu lub chociaż tożsamości w tym czasie poprzedzającym Święto. Dyskusja głównie sprowadza się do wyliczania błędów tych, z którymi się nie zgadzamy popełnionych przy organizowaniu obchodów 11 listopada. I maszerujemy, a niewiele dyskutujemy.

 

Nikt już właściwie nie rozmawia w tym kontekście o zagrożeniach dla niepodległości jakie przed Polska stoją dzisiaj. Niepodległość wydaje się przyklepana tak mocno, że nie wymaga już żadnej obrony. Tymczasem ciekawy dokument na nasze narodowe Święto opublikowała Prawica Rzeczypospolitej Marka Jurka. Czytamy tam choćby, że “ponadnarodowy federalizm, posługując się instytucjami Unii Europejskiej, dąży do przejmowania kolejnych suwerennych kompetencji państw, a co gorsza, wykorzystuje zawłaszczaną władzę do ataków na fundamenty ładu społecznego (jak prawo do życia) i na naszą tożsamość (zawartą w społecznych powinnościach narodu chrześcijańskiego). Ten proces destrukcji państw narodowych dezorganizuje ponadto współpracę europejską i ład międzynarodowy, dla którego państwa stanowią niezastępowane podmioty.”

 

W innym miejscu czytamy o umowie CETA: “„Handel bez granic” to nic innego jak wystawienie naszego kraju na nierówną konkurencję i śmiertelne zagrożenie dla polskiego rolnictwa, zarówno jeśli chodzi o istnienie większości gospodarstw rolnych, jak i jakość polskiej produkcji żywnościowej. Co więcej, oznacza on utrwalenie i przeniesienie na poziom unijny mechanizmów międzynarodowych arbitraży, które pozwalają na pozywanie państw do prywatnych instytucji arbitrażowych z pominięciem krajowych sądów. Przyczyną takiego pozwu może być choćby „pośrednie wywłaszczenie” z zysków, czyli np. działanie państwa zmierzające ku większej sprawiedliwości społecznej (podniesienie płacy minimalnej).”

 

W dokumencie - który nie jest długi - są jeszcze inne ważne wątki, można się z nim szybko zapoznać w całości. Jego lektura aż zmusza do pytań. Dlaczego nie dyskutuje się tych spraw w kontekście niepodległości? Dlaczego niepodległość zamyka się w granicach państwa i sile wojska. To są sprawy ważne, ale dzisiaj polityka niepodległości musi być o wiele bardziej wielowymiarowa. Dlaczego nie rozumie tego rząd, który podaje się za reprezentację prawicowego i katolickiego wyborcy? Efektem tych intelektualnych, a w konsekwencji praktycznych zaniedbań jest oddawanie tych spraw w ręce propagandy neokomunistycznej lewicy jak Partia Razem, która przede wszystkim rozgrywa problem na planie walki z wyzyskiem jednostek przez międzynarodowe korporacje.

 

Publiczna dynamika działań i dyskusji w tych sprawach jest dziś bardzo zła - partykularyzm ideologii sprawia, że gdy tylko zostają one wciągnięte na sztandar przez politycznych przeciwników muszą być atakowane, choć sprawiedliwość i własne racje wymagałaby ich wsparcia. Więźniami tych partykularyzmów są praktycznie wszystkie siły polityczne w Polsce, dlatego warto zauważyć oświadczenie partii Marka Jurka. Oparcie tożsamości na takiej czy innej ideologii sprawia, że - czasem nieświadomie - stajemy się gotowi oddać jakąś część niepodległości, jakieś dobro w Polsce wypracowane, za zwycięstwo w wewnątrzkrajowych zmaganiach.

 

W tym miejscu, jak sądzę możemy odkryć jak bardzo spotyka się polska niepodległość i chrześcijaństwo, które jest polską tradycją, a zatem i polskim sposobem myślenia, naszą instytucją trwania. Pierwszeństwo racji nad rozkoszami konformizmu swojego kręgu, czy partii, oparcie się na wierze i kulturze katolickiej także w sprawach politycznych i międzynarodowych - to Polska. By to jednak mogło się stać, by tak zacząć działać, trzeba sobie przypomnieć kim się jest i mocno stanąć na tym fundamencie, a potem odważnie używać narzędzi, które on daje. Przede wszystkim wolność, odwagę i roztropność.   



Autor: Tomasz ROWIŃSKI

Źródło: Mały Dziennik

19:58 12 listopada 2016







Video
Opinie
Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie