Czego powinniśmy nauczyć się od Izraela, i to możliwe szybko?

Izrael prowadzi politykę historyczną, my pedagogikę wstydu - tak, lekko rzecz parafrazując, powiedział premier Mateusz Morawiecki. I trudno się z nim nie zgodzić. Ale to nie jedyna rzecz, której powinniśmy się od Izraela nauczyć.




Trudna lekcja, jaką teraz odrabiamy (niestety wyraźnie nie wszyscy) w relacjach międzynarodowych powinna nas sporo nauczyć. A Izrael może się stać naszym wzorcem. Czego dokładnie może nas nauczyć to państwo? Odpowiedź jest prosta, a dotyczy nie tylko spójnej, mocno promowanej i obudowanej lobbingiem polityki historycznej, ale także innych elementów budowania tożsamości.

 

Zacznijmy od kwestii podstawowej: potrzebujemy dobrej, mocno rozpropagowanej polityki historycznej, i to nie tylko na potrzeby wewnętrzne, ale i zewnętrzne. A jak na razie polskie władze (poprzednie) dostarczały na Zachód wyłącznie literaturę szkalującą Polskę i Polaków (Gross), a w ogóle nie troszczyły się o to, by pokazać bohaterów, trudności, naszą wersję historii. Izrael ma dokładnie odwrotnie. Od dawna czuwa nad tym, by każda inna, niż jego wizja historii została odpowiednio przykrojona. I choć oczywiście nie mamy takich możliwości, jak to państwo, to warto choćby otworzyć dobre katedry polonistyczne na uniwersytetach Ligii Bluszowej, a także dołożyć się do wydania po angielsku, w dobrych amerykańskich wydawnictwach biografii naszych bohaterów i historii Polski.

 

Po drugie trzeba sobie uświadomić, że tak, jak Izrael jesteśmy, do pewnego stopnia państwem frontowym. Rosja nie odpuszcza pewnych kwestii, a i Niemcy wyraźnie nie zamierzają uznać naszej pełnej suwerenności. Oba te państwa próbują z nas zrobić państwo wasalne, słabe, pozbawione własnych elit, uzależnione od innych. I choć oczywiście nie oznacza to, że jesteśmy zagrożeni „zepchnięciem do morza”, jak Izrael, to jest jasne, że tak jak tamto państwo musimy  mieć świadomość zagrożenia i żyć w świadomości koniecznej obrony. Tylko silni mogą przetrwać w takich miejscach. Realizm musi więc zastąpić mrzonki, a budowanie silnego państwo bajki o bezpieczeństwie, jakie ma nam gwarantować UE i NATO.

 

Po trzecie czas uświadomić sobie rolę wojska w budowaniu suwerennego państwa. Tak wiem, że brzmi to strasznie, ale istotnym elementem siły Izraela jest doświadczenie służby wojskowej, jaką przechodzi tam każdy, a do tego wpływów armii, która świetnie kształci, formuje i nawet jeśli wypuszcza ludzi do pracy poza (a wypuszcza) i do polityki, to mocno wpływa na wychowanie młodzieży.

 

Czwartym elementem jest budowanie patriotyzmu. Oczywiście syjonizm bywa czasem kwestionowany, także wewnątrz Izraela, ale świadomość wielkich ofiar, wspaniałej historii, ale i antysemityzmu (czasem wyolbrzymianego) pozostaje istotnym elementem wychowania w szkołach. Nie ma powodów, by polska młodzież nie była także uczona DUMY z historii naszego narodu, by nie ukazywano jej nienawiści, jaką darzyli nas nasi sąsiedzi, i wreszcie, by nie uświadamiać, że tam, gdy Polska zaczynała się dzielić, ulegać obcym wpływom, zawsze kończyła się wolność. 

 

I wreszcie kwestia religii. Większość Żydów w Izraelu to obecnie ateiści czy agnostycy, często nienawidzący religijnych Żydów, ale… to wcale nie przeszkadza państwu wspierać religijnych. I wcale nie chodzi tylko o ustępowanie wobec grup wyborczych, ale także o świadomość, że pamięć historyczna Izraela, że jego tożsamość związana jest z religią, ze świętymi pismami. Tak się składa, że z Polską jest podobnie. Tym, co jest jednym z fundamentów naszej pamięci, co kształtuje naszą tożsamość jest religia i wiara. Św. Jan Paweł II podczas swojej pierwszej pielgrzymki pokazał to bardzo mocno.

 

Tomasz P. Terlikowski



Autor: Tomasz P. Terlikowski

Źródło: MalyDziennik.pl

21:32 2 lutego 2018






Popularne

Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie