Co jest moją "przełęczą"? Czy przez nią już przeszedłem? Kogo uratowałem? Czy mnie ktoś uratował?

Jak to dobrze, że w kinie pojawiają się filmy, które nie tylko zmuszają do myślenia, ale także całkiem sprawnie włączają sumienie.



"Przełęcz ocalonych" to film, który chwaliło już wiele osób. Niezwykła, prawdziwa historia, rewelacyjne kreacje aktorskie, zapierające dech w piersiach obrazy oraz muzyka oddająca napięcie. Po "lekturze" tego filmu dojść można do wniosku, że Amerykanie naprawdę potrafią kręcić filmy o wojnie. Chwalą bohaterów, czasem – niestety - zbyt mocno kolorując rzeczywistość. W obrazie tym jest bowiem kilka scen, które wręcz "uśmiechają widza". To jednak nie przeszkadza, by ostatecznie uznać omawiany film za świetną produkcje.

 

Oczywiście wspomniane dzieło Mella Gibsona pokazuje przede wszystkim siłę ludzkiego sumienia. Pozornie ktoś przegrany, słaby i w ogóle bez szans, nagle wygrywa, więcej, wygrywa z klasą. W "Przełęczy..." pokazano, że walka o wyznawane wartości ma sens.

 

Gibson w swoim obrazie pokazał jednak znacznie więcej. Film w smutny, ale jednocześnie całkiem genialny sposób zwraca uwagę, że wojna to głupota, to zło i niszczenie w "najczystszej" postaci. Widzimy żołnierzy jednej i drugiej strony. Bagnet tu, bagnet tam. Jedna i druga strona ma motywację. Chcą wygrać utrzymać kawałek ziemi, lub dumnie go zdobyć, wyrywając wrogom. Realizm Gibsona bardzo boli. Film jest chwilami brutalny, ale co ważne, nie jest wulgarny. Wojna to śmierć, czyli banał, który nadal zaskakuje.

 

"Przełęcz ocalonych" opowiada także o innej wojnie. Równie niszczącej. Tej w której śmierć niesie nałóg i alkoholowe zniewolenie. Widz w pewnym momencie pyta się; Czemu główny bohater nie bierze do ręki broni? Czy się boi? Tak, obawia się on nienawiści, gniewu i złości, którą niesie alkohol, nie jako niewinny trunek, ale jako znieczulacz i wyłącznik sumienia. Postać ojca głównego bohatera pokazuje jednak, że nigdy nie jest za późno, by je włączyć.

 

Po wyjściu z kina człowiek zastanawia się: Co jest moją "przełęczą"? Czy przez nią już przeszedłem? Kogo uratowałem? Czy mnie ktoś uratował? 

 

I to jest chyba największy sukces tej produkcji. Wstajesz z siedzenia, myślisz zastanawiasz się, rozważasz i analizujesz. Zadajesz sobie pytania, a przecież „Kto pyta, nie błądzi”, nawet idąc przez trudną przełęcz.

 

Błażej Kmieciak



Autor:

Źródło:

18:00 27 listopada 2016







Video
Opinie
Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie