Brawo, Anna Popek! Dziennikarka powiedziała coś, za czym wiele kobiet tęskni…

screen z You Tube
Brawo, pani Anno! Powiedziała Pani to, za czym wiele kobiet tęskni, ale z jakichś dziwnych powodów boi się lub wstydzi się o tym mówić. Przynajmniej oficjalnie, bo w prywatnej, szczerej rozmowie gotowe są przyznać Pani rację.




Od kilku dni temat ten nie chodzi z czołówek różnych mniej lub bardziej poważnych portali. Dziennikarka telewizyjna Anna Popek ma podobno szokujące poglądy, którymi publicznie się podzieliła. Czego one dotyczą? Roli kobiety i jej tęsknot. Anna Popek powiedziała bowiem, że feminizm kobietom szczęścia nie dał, że przez trend, który wygania kobiety z domu i każe im pracować na dwóch etatach, są one skrajnie zmęczone i często topią smutki w alkoholu:.„Myślę, że obecnie przeżywamy kompromitację tych feministycznych postulatów zmuszających kobiety do samodzielności. Kompromitacja polega na tym, że kobiety nie są szczęśliwe. Walcząc o stanowiska, o chleb codzienny, pozbawiają się tej takiej cudownej beztroski (…). Ale też możliwości zajęcia się tak gruntownie domem i dziećmi (…) Sporo kobiet ma problem z alkoholem, szuka swojego miejsca w świecie, ciepła, bliskości drugiej osoby, a tego nie znajdzie w pracy” - powiedziała dziennikarka. Powiedziała prawda, i to zabolało. 

 

Ostro na tę wypowiedź zareagowały feministki, które oburzyły się tą krytyką ich postulatów. Ale chyba tylko one, bo zdecydowana większość kobiet podpisałaby się pod słowami Anny Popek. Tak, kobieta pracująca na dwóch etatach jest zmęczona i nawet jeśli może liczyć na wsparcie męża czy partnera, to i tak trudno jej wszystko pogodzić, i gdzieś trzeba odpuścić. Kobieta będąca poza domem każdego dnia 8, 10 czy nawet więcej godzin (a tak się pracuje w realiach warszawskich) po prostu nie ma czasu na zajęcie się dziećmi czy domem tak jakby chciała.  Wiem, wiem, zaraz usłyszę, że nie ważna jest ilość czasu, tylko jakość i lepsza szczęśliwa i spełniona mama, od tej siedzącej w domu zgorzkniałej kury, która zamknęła ambicje w szafie razem z sukienkami i szpilkami. Tyle że to tylko wymówka. Mam wśród znajomych wiele kobiet, które świadomie zostawiły etat w biurze czy korporacji, by zostać pełnoetatową mamą i o żadnej nie mogłabym powiedzieć, że to mało ambitne i leniwe kobiety. Bo to by je o prostu obrażało. Przeciwnie, chylę czoła przed nimi, bo wiem, ile taka decyzja je kosztowała i ile się od „życzliwych” nasłuchały o swojej nieodpowiedzialności. Przepraszam, co jest nieodpowiedzialnego w tym, że mama chce się zajmować swoimi dziećmi? Ja nie rozumiem. 

 

Anna Popek na krytyce feminizmu i jego ideologii nie poprzestała. Powiedziała jeszcze coś, o czym wiele kobiet mówi. Kobiet, także tych, które osiągnęły w życiu wysoką pozycję, pracowały na wysokich stanowiskach, jednym słowiem zrobiły karierę. Wiele kobiet nosi takie tęsknoty w swoim sercu i w szczerej prywatnej rozmowie do nich się przyznaje. Tym większy szacunek dla Anny Popek, że powiedziała o tym publicznie. Dziennikarka przyznała, że gdyby mogła jeszcze raz przeżyć swoje życie, to chciałaby mniej pracować i mieć więcej dzieci. Bo dopiero z perspektywy czasu widać, jak wiele kobieta traci, rzucając się w wir pracy (często niestety z przyczyn ekonomicznych, bo ciągle jeszcze mało kto może pozwolić sobie na życie z jeden pensji). 

 

Czyżby więc Anna Popek nadepnęła feministkom na odcisk? A może swoją wypowiedzią dotknęła jakichś czułych punktów w ich sercach? Bo, drogie Panie, nie ma nic szokującego w tym, że mama chce być ze swoim dzieckiem, nie ma nic szokującego w tym, że dostrzega, że pewne szanse zaprzepaściła, rzucając się w wir kariery, która ostatecznie wcale jej szczęścia nie dała, a przynajmniej nie takie, jakiego się spodziewała. Nie ma co hejtować Anny Popek. Prawda bywa bolesna, ale ktoś musiał ją głośno w końcu powiedzieć! 

 



Autor: Małgorzata Terlikowska

Źródło: Mały Dziennik

13:49 12 grudnia 2017







Video
Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie