Bohaterów lepiej widać na tle zwyczajności czy zbrodni. Historia, także historia relacji polsko-żydowskich jest skomplikowana i daleka od mitów

Fot. Flickr
Jest prawdą, że państwo polskie (w odróżnieniu od wielu państw zachodnich) jasno sprzeciwiło się mordowaniu Żydów i nigdy w nim nie uczestniczyło, jest też prawdą, że wielu Polaków ratowało Żydów (ryzykując życiem swoim i swoich rodzin), ale - i to też jest prawda historyczna - byli też tacy, którzy wydawali swoich sąsiadów, grabiło ich domy, a nawet pomagało w ich mordowaniu. Nasza historia zawiera historie i jednych i drugich.




Międzynarodowa afera nie jest dobrym momentem, by przypominać o faktach. W tym momencie w debacie najczęściej operuje się mitami historycznymi, wygodnie dobranymi faktami, które mają potwierdzić naszą narrację historyczną. Problem polega na tym, że historia jest zawsze bardziej skomplikowana niż narracje historyczne, a gdy zaczynamy operować kategoriami pamięci, to składają się na nią historie jednostkowe, tak czy inaczej zapamiętane, czasem nieobiektywne, czasem pełnie niezrozumienia, ale szczerze przyjęte. A jest jeszcze polityka, która sprawia, że pewne fakty z przestrzeni pamięci usuwamy, a inne eksponujemy. Czasem, by wzmacniać pamięć, a czasem, by realizować własne interesy polityczne. I tak jest także z debatą na temat Holokaustu, rzezi II wojny światowej, Żydów i Polaków. 

 

My Polacy mamy obowiązek pamiętać o państwie polskim, które - inaczej niż niektóre państwa zachodnie - broniło Żydów, apelowało o ich obronę i wreszcie alarmowało Zachód. To zadanie dla nas. Ale to trzeba robić po angielsku, z zaangażowaniem. Musimy także pamiętać o bohaterach, o tych, którzy ryzykując życie swoje i swoich bliskich ratowali Żydów. Było ich wielu, wielu zginęło, wielu zostało zamordowanych, inni przez lata ukrywali prawdę o swoich losach. Drzewka w Yad Vashem są doskonałym dowodem ich bohaterstwa. Ale jest także prawdą, że musieli się oni ukrywać nie tylko przed Niemcami, ale czasem i przed sąsiadami (może nielicznymi, ale jednak). Jest też prawdą, że działali w Polsce szmalcownicy, zdrajcy, ludzie, którzy na wydawaniu Żydów zarabiali, czy okradali ich domy. I wreszcie byli ci, którzy ze zrozumiałego strachu przed karami, albo z niewiedzy czy niezrozumienia, albo dlatego, że mieli wystarczająco dużo własnych zmartwień, pozostawali obojętni. Historia Polski i Polaków to jedno i drugie, o jednym i drugim trzeba pisać, pamiętać. I chodzi nie tylko o historię, ale także o… pamięć historyczną i wychowanie. Pamięć o bohaterach ma kształtować wzorce zachowań, a pamięć o zdrajcach, szmalcownikach ma pokazywać antywzory, ostrzegać. A dodatkowo bohaterstwo bohaterów staje się lepiej widoczne, gdy pokaże się zwyczajność, obojętność, a nawet zdradę. 

 

Ani pedagogika wstydu, ani czystej dumy nie jest odpowiednia. Historia każdego narodu ma swoje ciemne i jasne strony, ma bohaterów i ludzi, o których chętnie byśmy zapomnieli. Udawanie, że jest inaczej, nieustanne porównywanie się do innych, reaktywność w prezentowaniu własnej historii (jak oni tak, to my tak) nie prowadzi do niczego dobrego. Wychowanie, pamięć, historia muszą być oparte na prawdzie. A ta jest dużo bardziej skomplikowana, niż awantura. Tyle, że tak się składa, że jak mawiał Józef Mackiewicz, „tylko prawda jest ciekawa”. Mity są nam potrzebne, ale nie wystarczą. 

 

Oczywiście te same twierdzenia dotyczą także innych stron debaty. Tyle, że nasz wpływ na nie jest zdecydowanie mniejszy, niż na nas. Możemy im dostarczać materiały, opracowania, filmy (nie po polsku, ale po angielsku, niemiecku, francusku czy hebrajsku), możemy i powinniśmy ukazywać naszych bohaterów, ale nie powinniśmy - i to nie dlatego, że wywołuje to skandal międzynarodowy, ale dlatego, że szkodzi pracy nad własną tożsamością, nad samowychowaniem - udawać, że nie było nigdy w Polsce smutnych kart historii. 

 

Tomasz P. Terlikowski



Autor: Tomasz P. Terlikowski

Źródło: MalyDziennik.pl

10:13 1 lutego 2018






Popularne

Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie