Bardzo poważne zarzuty ofiary molestowania. „Byłem zaskoczony, że ktoś tak wysoko postawiony jak papież może w tej sprawie kłamać”

Jeśli te zarzuty się potwierdzą to Franciszek może mieć poważne wizerunkowe kłopoty. Ofiara molestowania zapewnia, że papież otrzymał list dotyczący faktów o biskupie Juan Barros, który miał chronić księdza molestującego chłopców już w roku 2015. Jednak w 2018 zapewniał, że nic nie wie o dowodach w tej sprawie.




O sprawie informuje Associated Press. Z materiału wynika, że już w roku 2015 papież otrzymał list graficznie i ze szczegółami przedstawiający, jak molestowani byli chłopcy przez księdza Fernando Karadimę, i jak ukrywali to chilijscy hierarchowie. Informacje te, otrzymane od autora listu, molestowanego w dzieciństwie chłopca, są sprzeczne z zapewnieniami papieża Franciszka z pokładu samolotu, że nie ma dowodów na winę biskupa Barroso, i że nikt nie dostarczył zeznań ofiar. 

 

Sprawa bp. Barrosa jest, zapewniał w samolocie papież, bardzo poważna, on studiował ją i jest przekonany, że nie ma dowodów winy hierarchy. - Czekam na dowody, by zmienić zdanie - stwierdził Franciszek. I dodawał, że jest absolutnie za politykę „zero tolerancji” w sprawie pedofilii. Jednak nowe informacje rzucają cień na te zapewnienia.

 

Członkowie Papieskiej Komisji Ochrony Nieletnich zapewniają, że wysłali delegację do Rzymu i tam wręczyli list Juana Carlosa Cruza w sprawie ks. Karadimy i biskupa Barroso kard. Seanowi O’Malley’owi, który odpowiadał w Watykanie za te sprawy. Kardynał zapewnił ich, że list trafi do rąk papieskich, a później z informacją o jego dostarczeniu zapewnił Cruza, że Franciszek otrzymał ośmiostronicowy list, w którym chłopak opisywał, jak był wykorzystywany przez ks. Karadimę, i jak w wydarzeniach tych uczestniczył wówczas jeszcze ks. Barroso.

 

Informacji tych nie skomentował, ani nie potwierdził ani Watykan, ani kardynał O’Malley. 

 

W 2015 roku, gdy mężczyzna spotkał się z kardynałem i przekazał mu list, nikt z członków Komisji nie przekazał ani jego treści, ani nawet informacji o jego przekazaniu kardynałowi. Teraz jednak trafił on w ręce dziennikarzy, wraz ze zdjęciem mężczyzny wręczającego list kardynałowie. Powodem była wypowiedź papieska.

 

Sprawa biskupa Barroso rozpoczęła się, gdy Franciszek mianował go, mimo sprzeciwu licznych środowisk świeckich i duchownych, biskupem Osorno w Chile. Oskarżali oni biskupa o to, że to on wspierał i chronił księdza Karadimę, który miał być informowany o przemocy seksualnej wobec dzieci, a nawet być jej świadkiem i nic z tym nie zrobił. 

 

List Cruza do papieża jest naprawdę wstrząsający. „Ojcze święty, piszę ten list, bo jestem zmęczony walką, płaczek i cierpieniem” - pisał Cruz po hiszpańsku do Franciszka. „Nasza historia jest dobrze znana, i nie  ma potrzeby jej powtarzać, poza opowieścią o tym, jakim horrorem jest życie osoby molestowanej i jak chciałem się zabić” - pisał mężczyzna. A później ze szczegółami opisał, co robił z nim Karadima, i czego świadkiem, a nawet uczestnikiem był Barroso. 

 

Barroso był wówczas młodym księdzem, ale gdy został biskupem informacje te stały się bardzo problematyczne dla wiernych jego diecezji. Jednak mimo licznych informacji nie przeszkodziło to w mianowaniu ks. Barroso na biskupa. Cruz zanim wysłał list do papież w 2015 próbował poinformował o sprawie nuncjaturę, ale był z niej odsyłany.

 

Można oczywiście powiedzieć, że papież zapomniał o liście od Cruza, albo nie zwrócił na niego uwagę w natłoku korespondencji, ale… ani jego treść, ani forma jego wręczenia nie były typowe, i dlatego zaskakiwać może, że papież w czasie konferencji mówił, że nigdy nie miał kontaktu z ofiarami. To było specjalnie przygotowane spotkanie, na które czterej członkowie komisji przybyli specjalnie do Rzymu, spotkali się z kardynałem O’Malleyem, który również był zaniepokojony sprawą biskupa Barroso i zapewnił, że wręczy list papieżowi.

 

Obecnie kardynał milczy w tej sprawie, ale informacje te rzucają nowe światło na oświadczenie, jakie wydał O’Malley krótko po konferencji na pokładzie samolotu. Kardynał podkreślił, że wypowiedź ta była „źródłem wielkiego bólu dla ofiar”. A dzień później sam papież przepraszał za swoje słowa. 

 

- Zdradziło mnie słowo "dowód". Pomyliło mi się, nie chciałem mówić o dowodach, ale o oczywistości winy. - Jest wiele osób wykorzystanych, które nie mogą mieć dowodów, nie mają ich. A może też je mają, ale czują wstyd i cierpią w milczeniu - oświadczył papież. Następnie dodał: - Muszę przeprosić, bo słowo "dowód" zraniło, zraniło wielu wykorzystanych i było policzkiem. Zdaję sobie sprawę z tego, że moje sformułowanie było niefortunne - przyznał. Jednocześnie zapewnił, że nic się nie zmienia, nie widzi on argumentów za odwołaniem biskupa. Kolejnych kilka dni później jednak wysłał śledczego watykańskiego, by zbadał sprawę w Chile. 

 

Cruz słowa papieża komentuje z goryczą. - Nie mogę uwierzyć, że ktoś tak wysoko postawiony jak papież może kłamać w tej sprawie - podkreśla. 

 

I niezależnie od tego, czy to kwestia zapomnienia, nie wręczenia, czy wprowadzenia w błąd, ktoś powinien sprawę wyjaśnić. Bo na razie leży ona cieniem na Franciszku i jego zapewnieniach o polityce „zerowej tolerancji” dla sprawców przestępstw seksualnych”.

 

Tomasz P. Terlikowski



Autor: Tomasz P. Terlikowski

Źródło: MalyDziennik.pl/AP/CatholicHerald.co.uk

17:49 5 lutego 2018






Popularne

Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie