A mnie nie oburzają ani słowa Michnika, ani Kaczyńskiego...

fot. nikorektro / flickr.com
Od kilku dni ze zdziwieniem obserwuje radość z tego, że komuś udało się wyprowadzić kogoś innego z równowagi. Najpierw rzecz dotyczyła Adama Michnika, teraz Jarosława Kaczyńskiego.




Obaj panowie dali się sprowokować. Adam Michnikiem pytaniem o brata (ja mam jednak nieodparte wrażenie, że Michnika trzeba pytać o jego błędy, zaniechania czy działania, a nie jego brata, Jarosław Kaczyński dogryzaniem wobec jego nieżyjącego brata. Obaj wypowiedzieli słowa, które zapewne - w takiej formie - lepiej byłoby żeby nie padły. Ale…

 

… tak się składa, że mnie bardziej fascynuje liczba Katonów w naszej debacie publicznej. Jedni z nich z pasją potępiają Adama Michnika, bo użył brzydkiego słowo wobec - przykro to pisać, ale prowokacji - dziennikarza, inni diagnozują chorobę psychiczną u Jarosława Kaczyńskiego, który też dał się wyprowadzić z równowagi. A ja się zastanawiam, czy rzeczywiście oni wszyscy to nigdy ani jednego wulgaryzmu nie użyli, nigdy nie dali się wyprowadzić z równowagi, zawsze byli pełni rozwagi, każde ich słowo było przemyślane, o bluzgu nie mówiąc? Ja tego o sobie nie mogę powiedzieć. Jestem cholerykiem, i niestety - także publicznie (o prywatności nie wspominając) - mówiłem i pisałem rzeczy, których później żałowałem. Puszczały mi nerwy, dawałem się sprowokować. I mam nieodparte wrażenie, że to samo dotyczy ogromnej większości z nas. 

 

Ale jeśli nawet ktoś nie ma sobie nic w tej sprawie do zarzucenia, jeśli opanował swoje emocje i nauczył się cnoty umiarkowania (czego szczerze gratuluję), to i tak powinien zgodzić się z tezą, że nie ma powodów, by uznać, że prawda o człowieku wychodzi z niego, gdy daje się ponieść emocjom, gdy się wścieknie. Nie, nie pochwalam tego, ale mam świadomość, że mamy emocje, a jeśli cała ta sytuacja coś mówi o ludziach, to po pierwsze to, że mają emocje i nie zawsze trzymają je na wodzy, a po drugie to, że schodzimy na psy w rozmowie o Polsce i Polakach. Zamiast rozmawiać o problemach (a te są i często tak samo je definiujemy, dopóki nie zejdziemy na poziom naparzanki partyjnej) zajmujemy się bzdetami.

 

Tomasz P. Terlikowski



Autor: Tomasz P. Terlikowski

Źródło: MalyDziennik.pl

17:45 19 lipca 2017







Video
Opinie
Polityka
Cywilizacja
Religia
Opinie